INTRODUCTION

You have found a good source of fine foods and drinks from Europe. DELI works as a bridge between European food manufacturers and Asian importers and wholesalers. High quality, gourmet products – this is our focus. Our aim is to bring new flavours to Asia market.

 

 

 

CLEAN EUROPE

All of products are from clean and untouched healthy ecosystems of Europe. We believe that high quality food processing starts with clean air, fresh water and rich soil. With the heritage of generations – our farmers care for the health of our land, our animals, and people who eat the food they produce. We concentrate on traditional food production that protect the integrity of the natural blend and disallow harmful additives. That’s why every ingredient used to make our food is chosen with care.

TRADITION

Our offer is not limited to unique traditional recipes and superb taste. We offer not only high-quality food product but also ancient old heritage of European cuisine. Centuries old processing food techniques are important part of our culture.

 

 

CHILDREN HEALTH

Balanced nutrition is the base of healthy life. Our products are good as well for you as for your child. We avoid products containing artificial additives because children health is a great value.

 

 

 

FLAVOUR CHALLENGE
People in Europe have different eating habits. But they also eat different food. You will find a rainbow of flavours in our products, always selected with the utmost care.Be brave and taste new flavours of Europe.

 PACKAGING

We propose products with excellent packaging. Good product presentation and traditional design speed up sales to consumers.

 

 LOGISTICS

Flexibile logistics is a fundamental requirement of a reliable food supplier. DELI provide this with our skilled and experienced team and infrastructure. We combine different lots of food in one shipment with easy.

  

SUMMARY

We guarantee to present and deliver to you selected food products from Europe with modest pricing. Your satisfaction will be secure.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


中国—中东欧国家合作

Cooperation between China and Central and Eastern European Countries

 

128464136_14483832739471n

 

Hebei Economic Daily 18.6.16 

http://paper.hbjjrb.com/html/2016-06/18/content_240353.htm

Why do we favor Hebei?

/opinion of Central and East Europe small business/

Mr. Pawel Falicki is CEO of “BEAST – Global Tool Company Sp. z o.o.” and “DELI EUROPEAN FOOD EXPORT TO ASIA”.

Mr. Pawel Falicki’s runs trading company, which started to import tools from China more than 20 years ago. He says that the price/quality ratio of many products made in China is the best in the world.

Mr. Pawel Falicki believes that China’s „One Belt, One Road” initiative would have impact on development of the China-Europe cooperation. Poland, as a center of Europe, has a population of 38 million. Poland hopes to find a more peaceful, more powerful country as a trading partner. Two years ago, Mr. Pawel Falicki has opened the DELI FOOD branch company and started to export European food to China.

During the last 20 years, China has made an incredible progress. Mr. Pawel Falicki says, that nowadays China is present everywhere in the world trade. Chinese people are more and more open and many young people are growing into businessman. „One Belt, One Road” initiative would bring back the old brilliancy of the ancient Silk Road and push China forward toward the bright future.

„This is my first time coming to Hebei. Except to promote our products, I want to meet more people, better understand Chinese culture and gain more profound knowledge about the whole country” – Mr. Pawel Falicki said. He is just planning to register a company in Hebei. He envisages production of European food using China’s local raw materials. Some of the European products may taste a little bit strange, but Chinese people are very willing to try different foods, which makes him feel confident of Chinese market.

„Currently, the biggest profits come from the trade of hand tools,  but in the future we will focus on the food industry development, just to stand firmly on both legs” – indicated Mr. Pawel Falicki.

“Opcja na prawo” 1/2016

http://www.opcjanaprawo.pl/index.php/aktualny-numer/item/4603-przejscie-pod-kuratele-chinska

Przejście pod kuratelę chińską

Historia Polski od 1795 do 1918 roku to rozbiory i zabory. Ludność państwa dzielonego na kawałki i okupowanego – w naturalny sposób nabywa wrogości do każdej administracji. Ponad 200 lat takiego stanu rzeczy to jest 8 pokoleń. W tym 5 lat wyjątkowo dotkliwej okupacji niemieckiej i ponad 40 lat PRL – państwa satelickiego w stosunku do dominującego ZSRR (obecnie – Rosja), czyli jeszcze dwa pokolenia. Przy czym, o ile niemiecka okupacja czyniła z Polaków bohaterów, to sowiecka, łamiąc charaktery – zamieniała nas w gówno, jak zauważył Józef Mackiewicz w „Drodze do nikąd”. Lata te zawiesiły Polskę w schemacie myślenia „albo Berlin albo Moskwa”. A wersji współczesnych „inteligentów” kojarzących mi się nie wiem dlaczego z Tygodnikiem Powszechnym, Polityką i Gazetą Wyborczą: „jak nie Bruksela to Białoruś”.

Roztoczona nad Polską w końcu II Wojny Światowej opieka ZSRR zaczęła kończyć się od roku 1976 drgawkami społecznymi. Ale – ani bojaźliwa wobec rosyjskiego hegemona Polska Zjednoczona Partia Robotnicza, ani tworzona od połowy lat 70-tych „opozycja demokratyczna” – nie były w stanie radykalnie oderwać się od dominacji „matiuszki Rassiji”. Próby przejścia pod kuratelę niemiecką podjął premier Tadeusz Mazowiecki (spotkanie w Krzyżowej z kanclerzem Helmutem Kohlem i jego następstwa).  Niemniej rzeczywistego uzależnienia Polski od Niemiec dokonały dopiero rządy Donalda Tuska. Chociaż trzeba oddać sprawiedliwość zarówno Leszkowi Millerowi, jak i Lechowi Kaczyńskiemu – to oni podpisywali różne akty – od Maastricht przez Ateny do Lizbony – integrujące nas z Rzeszą Niemiecką (zwaną przez szereg ostatnich lat – Unią Europejską).

Trzeci eksperyment niemiecki zjednoczenia państw Europy pod jednym kierownictwem (po dwu nieudanych militarnych próbach w 1914 i 1939) obserwowany jest uważnie zarówno przez Rosję jak i USA. Żadne z tych państw nie jest naprawdę zainteresowane powstaniem kolejnego hegemona z gospodarką przewyższającą możliwości ekonomiczne, a w perspektywie i militarne obu tradycyjnie antagonistycznych światowych policjantów. Unia Europejska – nowe państwo – tworzy się jednak mimo krytycznego podejścia dotychczasowych hegemonów. Zadanie utworzenia nowego państwa-hegemona wzięły na siebie Niemcy. Mimo licznych ograniczeń nałożonych na nie po II Wojnie Światowej, nie zrezygnowały z mocarstwowych planów i stały się politycznym i gospodarczym przywódcą organizacji pretendującej do nadzoru nad krajami położonymi na europejskim subkontynencie.

Reorientacja powojennej PRL z wiecznej przyjaźni z Moskwą na sztamę z Berlinem (który „znajduje się” dzisiaj w Brukseli, wraz z nieocenionym komisarzem Martinem Schultzem) zaangażowała w ostatnich latach większość polskich elit politycznych bez reszty. Legislacyjna sraczka (eufemistycznie zwana ‘dostosowaniem polskiego prawa do wymogów unijnych’), która opanowała obie polskie izby parlamentarne i wszystkie rządy – niezależnie od ich „lewicowości” czy „prawicowości” – zaabsorbowała tak bardzo polityków, że mało który jest w stanie zastanowić się nad kierunkiem, w którym zdąża RP.

Jednym z nielicznych polskich polityków, który wyczuł dość wcześnie „nowy wiatr” był Leszek Miller. Pięciodniowa wojna Rosji z Gruzją nie pozostawiła złudzeń co do imperialnych intencji Moskwy, nawet wśród byłych aparatczyków PZPR. „Przewerbowanie” Leszka Millera z orientacji prorosyjskiej na proamerykańską odbyło się wprawdzie w spazmach części wiernego SLD (dawniej PZPR), ale wjazd agentów CIA do Polski z operacjami przerzutu więźniów przez Kiejkuty dobitnie pokazał, że pomagamy USA. Natomiast USA odwdzięcza się kartonami z amerykańską gotówką. Wprawdzie wdzięczność ta nie rozlewała się na całe społeczeństwo, niemniej było to tak jak z koniakiem – znanym powszechnie napojem klasy robotniczej, pitym ustami jej przedstawicieli z Komitetu Centralnego.

W ślady Leszka Millera, tyle że inteligentniej (bez moczenia się w jakieś gotówkowe operacje za udostępnienie CIA starego lotniska i kilku baraków) – poszła cała opozycyjna podówczas formacja Prawa i Sprawiedliwości. A dzisiaj nawet l’esprit de l’escalier Grzegorz Schetyna próbuje proamerykańskiej orientacji usiłując przejąć stery w rozpadającej się Platformie Obywatelskiej. I pewnie mu się uda, bo hegemon amerykański musi mieć rezerwowego przyjaciela także i w PO, na wypadek jakiegoś krachu PiS-u.

Amerykanizacja Polski widoczna jest obecnie gołym okiem. Stajemy się techniczno-logistycznym zapleczem operacji przeprowadzanej przez USA na Ukrainie. I jest to sensowne działanie. Co do tego panuje zgoda poprzedniego i obecnego Ministra Obrony Narodowej. Wyrywa ono bowiem Polskę z paradygmatu ‘albo Berlin albo Moskwa’. Oczywiście, że lepiej balansować między trzema hegemonami niż między dwoma.

Ale nic nie trwa wiecznie, a już szczególnie nie są wieczne zawierane przez polityków „pakty o nieagresji”. Bo oto pojawia się „żółty smok” dysponujący nadmiarem amerykańskiej gotówki…

Chińska Republika Ludowa – mimo komunistycznych korzeni – jest dzisiaj potęgą gospodarczą. Rozwija się w tempie nie pozwalającym nawet na spokojniejszą analizę. Na początku roku 2015 miała ok. 4 bilionów rezerw walutowych, z czego trzecia część to – w różnej formie – dolary amerykańskie. Oczywiście prawdziwa wartość tych rezerw ustalana jest w Waszyngtonie, w związku z czym Chiny nie czują się pewnie, bo zadłużone po uszy USA mogą po raz kolejny dodrukować „zyliony” zielonych papierów, co spowoduje gwałtowne topnienie chińskich rezerw. Dlatego Chiny na potęgę zamieniają nadwyżki na inwestycje w trwałe obiekty: ziemia, koleje, porty, lotniska. W ciągu całego roku 2015 chińskie rezerwy walutowe zmniejszyły się o ponad 400mld USD.

W co Chiny inwestują? Głównym celem jest budowa szlaków komunikacyjnych łączących Państwo Środka z resztą świata. Chińskie firmy budują koleje i drogi zarówno w Ameryce Południowej jak i w Afryce.

Polski bardziej dotyczy program odbudowy tradycyjnego „Jedwabnego Szlaku” z Azji do Europy. W zamierzchłych czasach szlak ten wiódł przez Persję, ale obecnie, ze względu na tereny objęte wojnami, Chiny szukają dróg alternatywnych. „Jedwabny Szlak” we współczesnej chińskiej propagandzie to jeden pas, jedna droga (‘one belt, one road’). W Chinach tworzy się nawet już poezję wychwalającą tę koncepcję:

新丝绸之路

巍巍天山皑皑雪,

漫漫古道滚滚沙。

一桥如虹贯欧亚,

丝绸之路绽新。

Nowy Jedwabny Szlak

Wyniosły Tianshan bielszy jest nad śniegi

Piaszczyste fale znaczą drogę wszak

Europy z Azją spaja tęcza brzegi

Rozkwita znowu dziś Jedwabny Szlak

(tłumaczenie: Konrad Godlewski i autor)

Jednak linie biegnące z Chin do Europy rysowane są na mapach euroazjatyckiego kontynentu całymi wiązkami. Generalnie oczywiście chodzi o przyspieszenie transportu w obie strony. Ale nie jest do końca jasne, którędy właściwie ten szlak ma przebiegać. Wbrew propagandowemu wydźwiękowi ‘jednej drogi’, Chiny rozpoczęły budowę dróg na wielu frontach: skrócenie czasu transportu morskiego, budowa dróg lądowych, modernizacja i budowa dróg kolejowych.

Odnotujmy tutaj dla porządku budowę linii kolejowej w poprzek Półwyspu Indochińskiego, umożliwiającej pominięcie cieśniny Malakka.  Miałoby to kosztować ok. 20 miliardów USD. Wstępne uzgodnienia Chin i Myanmar (Birma) już zapadły – linia kolejowa ma powstać wzdłuż położonego wcześniej rurociągu pozwalającego rozładowywać tankowce z ropą i gazem dla Chin w Kyaukpyu nad Zatoką Bengalską. Kolej ma dochodzić do Kunming – stolicy chińskiej prowincji Yunan, a stamtąd dalej, w głąb Chin. Wprawdzie projekt został nieoczekiwanie zawieszony, ponoć z powodu „protestów społecznych” w Birmie („demokratyczna opozycja” wygrywa wybory), ale prace po stronie chińskiej już się rozpoczęły. W grudniu 2015 położono pierwsze 500m torów pod szybką kolej (300-350km/h) Kunming-Szanghaj. Linia ma zostać oddana do użytku do końca 2016 roku i skrócić 40-godzinną podróż do ok. 10 godzin. Warto przy tym zauważyć, że Kunming już wcześniej został połączony z Szanghajem autostradą o długości ponad 4200km.

Ten element  „Jedwabnego Szlaku 2” nie ma jednak bezpośredniego wpływu na stosunki wewnątrzeuropejskie. Skupmy się zatem na bliższym Europie Morzu Czerwonym. A więc po pierwsze – budowa bazy logistycznej w Dżibutti (to taki Gibraltar u południowego wejścia na Morze Czerwone, prawie 900 tys. ludności o produkcie krajowym brutto jedynie ok. 1.4mld USD). Przechodzi tamtędy prawie cały transport morski z Chin do Europy. W Dżibutti stacjonuje ok. 4000 żołnierzy USA między lotniskiem z niemal trzykilometrowym pasem startowym a pofrancuskimi bunkrami na amunicję. Kiedyś stacjonowała tam francuska Legia Cudzoziemska, ale obecny rząd wynajmuje ten teren Amerykanom. Nie grozi zatem w tym rejonie raczej żadna ludowa rewolucja. Chińczyków jednak – obok obecności militarnej (planuje się ok. 10000 żołnierzy) – interesuje chyba bardziej obecność logistyczna. Stąd też „na celowniku” jest raczej pobliski terminal kontenerowy Doraleh i inwestycje w port (400mln USD) oraz linię kolejową łączącą Addis Abebę z Dżibutti (3mld USD). Sumy te znacznie przewyższają przychody rządu Dżibutti z tytułu dzierżawy Amerykanom wojskowej bazy (63mln USD rocznie). Terminal Doraleh może rocznie przeładować 1.5 mln kontenerów i ma 700000m2. Jest chińskim „oknem na Afrykę”.

Po drugie – przejęcie zarządzania dwoma terminalami w greckim porcie Pireus. Po sześcioletniej dzierżawie połowy nabrzeży, państwowa chińska firma shippingowa COSCO przejęła 67% udziałów w zarządzie portu wstrzykując greckiemu budżetowi potrzebne na spłatę długów pieniądze. Celem COSCO jest uczynienie z Pireusu 10-go portu świata. Chiny nie wykluczają podobnej pomocy w Tesalonikach – drugim co do wielkości greckim porcie. W ten sposób Grecja staje się chińskim „oknem na Europę”.

To nie koniec „morskich” inwestycji Chin. W połowie stycznia br. Ministerstwo Transportu Algerii podpisało wartą 3.3 biliona USD umowę z dwoma chińskimi firmami China Harbour Engineering Company (CHEC) i China State Construction Engineering Corporation (CSCEC) o budowę megaportu morskiego w Cherchel, ok. 60 km. Na wschód od Algieru. Umowa tworzy chińsko-algierskie konsorcjum, które w ciągu 7 lat ma wybudować 23 doki mogące przeładować 6.5 miliona kontenerów rocznie. Oddanie do użytku pierwszej części portu ma nastąpić za 4 lata. Przy podpisaniu umowy przedstawiciel strony chińskiej podkreślił, że port będzie miał znaczenie nie tylko dla basenu Morza Śródziemnego, ale również dla graniczącego na południu z Algerią – Mali. Czyżby w planach była linia kolejowa przez Saharę na południe? Warto przypomnieć, że Mali bogate jest w złoto, a obecnie część tego kraju okupowana jest przez francuską „misję pokojową”.

Podczas ostatniego szczytu „16+1” w Pekinie Chiny podpisały umowy z Serbią i Węgrami na budowę szybkiej kolei miedzy stolicami tych państw (2mld USD). Dla porządku przypomnę, że chiński program „16+1” oznacza decyzję rządu Chińskiej Republiki Ludowej, że 16 państw Europy Centralnej i Wschodniej będzie współpracowało z jedną chińską prowincją (Zhejiang – 52 miliony ludności na 102 tys. km2). Wśród tych 16 państw wiodąca rola przypadła Polsce. Dlatego dobrze się stało, że po zlekceważeniu przez premier Kopacz poprzedniego szczytu „16+1” w Belgradzie, tym razem do Chin udał się sam prezydent Duda. Linia kolejowa z Belgradu do Budapesztu jest europejskim fragmentem południowej nitki „Jedwabnego Szlaku 2”.

Aby lepiej zrozumieć oszczędności związane z uruchomieniem krótszej drogi Chiny-Europa, zważmy, że dzisiaj statki z kontenerami morskimi osiągają Rotterdam i Hamburg po 28-35 dniach od wypłynięcia z chińskich portów. Aby towar dotarł do Polski, potrzebne są jeszcze dwa dni drogiego transportu ciężarówką po niemieckich autostradach lub 5-10 dni taniego przewozu morskiego mniejszym kontenerowcem z Rotterdamu/Hamburga do Gdyni lub Gdańska. Te 6-7 tygodni „zawieszenia” towaru miedzy producentem a sprzedawcą ktoś musi finansować z jednej albo z drugiej strony. Wyobraźmy sobie, że towar w jednym kontenerze jest wartości 100000USD. Ktoś musi z banku pożyczyć te 100 tysięcy dolarów na 6-7 tygodni, które trwa transport. Tak wiec w każdym przypadku skrócenie tego okresu jest korzystne dla obu stron transakcji, bez względu, w którą stronę towar jest sprzedawany.

Północna nitka „Jedwabnego Szlaku 2” to m.in. rozbudowa przejścia granicznego w Khorgas z Kazachstanem (terminal kolejowy). Po obu stronach kazachsko-chińskiej granicy są już działające ogromne terminale kolejowe. Linia biegnie przez Kazachstan, Rosję i Białoruś. Szerokość torów w Białorusi, Rosji i Kazachstanie to 1522mm a w Chinach i w Polsce – 1435mm. Zatem niedawno uruchomiony pociąg towarowy łączący Chengdu z Łodzią (prawie 10000km) musi być dwa razy po drodze przeładowywany. Jeden przeładunek odbywa się w Khorgas, a drugi – w polskich Małaszewiczach. Transport zajmuje 12-14 dni, co w porównaniu z transportem morskim jest ogromnym przyspieszeniem. Niestety też kosztuje dużo więcej. Nic dziwnego – pociąg może załadować tyle kontenerów, ile ma wagonów (ok. 40), a kursujące między Europą a Chinami statki biorą nawet po 10 tys. kontenerów jednorazowo (największe kontenerowce przewożą jednorazowo prawie 20000 kontenerów). Po tej północnej nitce ‘Jedwabnego Szlaku 2’ jeżdżą oczywiście także pociągi z Hamburga, a nawet z Madrytu. W Polsce miejscami kompletacji pociągów są Gądki pod Poznaniem i Małaszewicze pod białoruską granicą. Na tereny wokół Małaszewicz maja chrapkę spore chińskie firmy logistyczne (np. Zhengzhou International Hub Development & Construction), które mogłyby w krótkim czasie rozbudować tam infrastrukturę. Warunki takiej rozbudowy nie są jeszcze ustalone, bowiem na razie trwają wizyty w Polsce chińskiego ‘białego wywiadu’, a z delegatami z Państwa Środka nie ma za bardzo kto rozmawiać.

Tuż za naszą wschodnią granicą trwa inwestycja w 80-hektarowe miasto chińskie pod lotniskiem Mińsk-2 na Białorusi. Osiedla się tam właśnie155 tys. robotników z Chin. Teren inwestycyjny obejmuje autostradę łączącą Berlin z Moskwą. Po drodze jest oczywiście Warszawa, ale decyzje o przedłużeniu w Polsce magistrali A2 od Warszawy do granicy z Białorusią utknęły w dyskusjach wąsiastych posłów, którzy całe życie jeździli furmankami po piaskach Podlasia, więc nie widzą potrzeby budowy dróg.

Północna linia „Jedwabnego Szlaku 2” leży jednak w dużej części na terenie Federacji Rosyjskiej. Nie byłoby z tym kłopotu, gdyby Rosja nie chciała używać tego faktu w globalnych politycznych grach jako hegemon narzucający swoje prawo otoczeniu. Aby uniezależnić się od łaski pańskiej jeżdżącej na pstrym kremlowskim koniu, Chiny zaczęły szukać innych dróg do Europy. I oto – nasz targany wojnami sąsiad, Ukraina, wysyła 12 stycznia 2016 do Chin nową nitką ‘Jedwabnego Szlaku 2’ pierwszy, eksperymentalny skład kolejowy załadowany kontenerami. Droga ta wiedzie z Iliczewska (Odessy) promem do Batumi (Gruzja), dalej koleją przez Gruzję i Azerbejdźan do Alyat (Baku). Tam znów na prom kolejowy przez Morze Kaspijskie do Kazachskiego Aktau, po czym koleją na północ do Tobol i na wschód, wzdłuż jeziora Bałchasz do chińskiej granicy. Całość, łącznie z załadunkami i rozładunkami wagonów na promy ma zająć tylko 11-12 dni. Nie są jeszcze niestety znane ceny takiego przewozu, ale nie wydaje się, by były dużo tańsze niż nitka północną.

Dzisiejsza równowaga między trzema hegemonami (Niemcy zwane UE, Rosja i USA) staje się zaburzona przez niezwykłą aktywność Chin. Chiny mają nadmiar waluty amerykańskiej, a każdy dodruk przez USA zielonych papierów obniża siłę nabywczą rezerw chińskich. Chińską odpowiedzią na finansowe ruchy USA jest ekspansja gospodarczo-logistyczna na zachód euroazjatyckiego kontynentu połączona z próbą pozbycia się nadmiaru waluty amerykańskiej. Budowa „Jedwabnego Szlaku 2” jest przedsięwzięciem monstrualnym, którego nie wolno ignorować. Jest to dla Polski ogromna szansa wprowadzenia do Centralnej Europy czwartej siły nastawionej na rozgrywkę gospodarczą a nie militarną.

Obszar, na którym leży Polska jest obiektem przepychanek już nie miedzy Rosją i Niemcami, ale USA i Chinami. Na marginesie: Niemcy są neutralizowane i szantażowane przez USA falą imigrantów oraz nieweryfikowalną liczbą sztabek niemieckiego złota zdeponowanego swego czasu w Fort Knox. Rosja jest konsekwentnie neutralizowana niską ceną ropy stanowiącej 68% przychodów (w 2014 roku). Dawny zaborca Austria – na razie czeka na rozpad UE i połączenie się z silniejszymi ideologicznie Węgrami. Polska dostaje kolejną historyczną szansę.

Co można ugrać na tym balansowaniu miedzy hegemonami?

  1. Od Rosji ugraliśmy oswobodzenie z okupacji hitlerowskiej. Wprawdzie dostaliśmy się z deszczu pod rynnę, ale jednak Rosjanie Niemców z naszego terytorium przegonili. Opłaciliśmy to dewastacją kraju, przesunięciem granic, ale Niemców pozbyliśmy się.
  1. Flirt z trzecim niemieckim pomysłem na utworzenie Zjednoczonej Europy – wejście do UE w 2004 sumarycznie trzeba ocenić pozytywnie, głównie ze względu na konieczność porządkowania pokomunistycznego bałaganu prawnego na wzór niemiecki. Ten proces dobiega końca, a dalszych korzyści nie widać.
  1. Rozpoczęliśmy odbudowę armii pod kuratelą amerykańską. To trochę potrwa, ale to też projekt, który nie powinien trwać w nieskończoność.
  1. Obecnie jesteśmy świadkami ekspansji chińskiej – i z niej powinniśmy umieć również skorzystać, przede wszystkim reorientując gospodarkę na współpracę gospodarczą z Państwem Środka.

Czy jeśli prywatyzujemy jakiegoś państwowego molocha, to nowymi właścicielami muszą być Niemcy albo Francuzi? Czy holenderskie firmy-efemerydy rejestrowane w lżejszych podatkowo obszarach? Czy nie można sprzedawać udziałów w wymagających dofinansowania spółkach skarbu państwa firmom chińskim, amerykańskim, rosyjskim i niemieckim? Czy np. kolorowa prasa polska nie mogłaby być częściowo w rękach koncernów chińskich, a nie tylko niemieckich? Gdy się jest małym państwem, pozostaje ‘strategia aikido’: używanie siły silniejszego do przeciwstawienia się innemu silniejszemu.

I na koniec: te cztery potęgi też nie są wieczne. Dobry strateg i planista dostrzeże dzisiaj nie tylko Chiny, które walczą z USA o wpływy w Europie. Do rozgrywki dociąga piąta potęga, tradycyjnie posiadająca znakomite relacje z Ukrainą – Turcja. Już dzisiaj trzeba konstruować think-tanki analizujące ruchy tego potężnego gracza latami trzymanego z dala od jednoczącej się Europy. Ale to temat na osobny artykuł.

Paweł Falicki